W naszym życiu codziennym po rekolekcjach przede wszystkim dużo łatwiej nam
przychodzi modlitwa we wszelkich jej postaciach. Udaje nam się, całkiem
nieźle, codzienna modlitwa rodzinna, która przed rekolekcjami w ogóle u nas
nie istniała (poza modlitwą przed posiłkami). Kontynuujemy "tradycję" Apelu
Jasnogórskiego w takiej mniej więcej formie jak podczas Oazy w Krajniku.
Oczywiście dzieci stroją od czasu do czasu swoje fochy, zachowują się
nieznośnie, albo w ogóle na własne życzenie lub w konsekwencji swojego
zachowania się z nami nie modlą - tego nie unikniemy. Ale niesamowite jest
to, że w ogóle chcą. Kontynuują to, co było podczas rekolekcji. Kilka dni po
powrocie z nich przyjechali do nas rodzice, więc mieliśmy trochę obaw, czy
uda nam się kontynuować modlitwę w obecności "gości". Pierwszego dnia
zaprosiliśmy ich do modlitwy, ale nie chcieli się włączyć. To zmotywowało
naszą córkę do głośniejszego śpiewania, żeby dziadkowie słyszeli. Na drugi
dzień babcia dołączyła się do naszej modlitwy i tak już zostało do wyjazdu
rodziców. Za każdym razem, gdy ktoś u nas jest i daje się zaprosić do
modlitwy, dzieci są bardziej zmotywowane, żeby się "ładnie" modlić. Tydzień
po rekolekcjach po mszy niedzielnej "pożyczyliśmy" z kościoła ikonę Św.
Rodziny, którą co tydzień któraś z rodzin może zabrać do domu.
Przymierzaliśmy się już kiedyś do tego, ale zabrakło nam odwagi, bo głupio
wyjdzie, skoro się przecież nie modlimy regularnie. To Monikę zmotywowało,
żeby posprzątać miejsce już kiedyś zaplanowane na nasz domowy ołtarzyk. Po
oddaniu ikony w tym miejscu stanął krzyż i obrazek - pamiątka mojej
pierwszej Komunii Św. Mamy więc w sypialni kącik modlitwy.
Modlitwa małżeńska wychodziła nam przed rekolekcjami całkiem dobrze
(praktykujemy Jutrznię), ale tylko w ciągu tygodnia. Owocem rekolekcji jest
to, że udało nam się ją "pociągnąć" także w sobotę i niedzielę. Po prostu
nastawiam budzik, tyle że na późniejszą godzinę, niż w tygodniu.
Wprowadziliśmy też niektóre elementy śpiewane - jest ich więcej w
uroczystości i w niedzielę (także dlatego, że wtedy jest więcej czasu...),
zgodnie z duchem liturgii godzin.
Ale tak naprawdę chyba motorem naszego zapału modlitewnego, oprócz Pana Boga
i Jego łaski, a raczej pod jej wpływem, jest Monika. Od rekolekcji wstaje
niezawodnie zaraz po budziku i odbywa swój Namiot Spotkania. Po nim budzi
mnie na wspólną Jutrznię. Gdy przychodzi wieczór i czas na mój Namiot
Spotkania, nie mogę być "gorszy". Więc od rekolekcji opuściłem modlitwę
osobistą tylko jeden raz. Monika ani razu. Wcześniej bywało bardzo różnie.
Przy każdej z tych okazji płonie świeca oazowa, więc za kilka dni zacznie
się już palić naklejka... Jesteśmy wdzięczni Bogu za te łaski i mamy
nadzieję trwać przy źródle. Prosimy też o modlitwę, żebyśmy wytrwali, a
jeżeli upadniemy, żebyśmy szybko się podnieśli.
Monika, Kuba, Madzia i Piotruś
Lubienieccy
Uczestnicy tegorocznych rekolecji ONŻ I stopnia w Krajniku Górnym
| < Poprzedni | Dalej > |
|---|



