DOMOWY KOŚCIÓŁ gałąź rodzinna Ruchu Światło-Życie ARCHIDIECEZJI SZCZECIŃSKO - KAMIEŃSKIEJ
Strona główna Świadectwa Świadectwa Monika i Mirosław ONŻ I Krajnik

Monika i Mirosław ONŻ I Krajnik

Email Drukuj PDF

Wybór Krajnika na miejsce rekolekcji był dla nas w pełni „przypadkowy”. Nazwa miejscowości nic nam nie mówiła, nie wiedzieliśmy nawet gdzie się ta miejscowość znajduje i jak do niej dojechać.

Po prostu była jedyną, jaką znaleźliśmy w Internecie w odpowiadającym nam terminie. Stąd, gdy Ania Porazik spytała nas, dlaczego akurat Krajnik – nie potrafiliśmy udzielić głębszej odpowiedzi. Nie wiedzieliśmy, że jest to tak piękna okolica, nie wiedzieliśmy też, że para prowadząca jest tak życzliwa i sympatyczna.

 

W czasie jednej z adoracji Najświętszego Sakramentu, będącej zarazem namiotem spotkania, rozważając zadany fragment Pisma Świętego, otrzymałam odpowiedź na pytanie dlaczego Krajnik, dlaczego właśnie diecezja szczecińska...

Przed kilku laty podzieliłam się swoim poważnym problemem z siostrą zakonną jednego ze szczecińskich zgromadzeń. Obiecała modlitwę w mojej intencji. I oto na tegorocznych rekolekcjach, w czasie adoracji poznałam, że to za sprawą modlitw i postów owej zakonnicy zostałam uwolniona od problemu, a sprawy ułożyły się znacznie lepiej, niż mogłam sobie wówczas wyobrazić.

Było to najgłębsze metafizyczne przeżycie jakiego doznałam na tych rekolekcjach, ale nie jest jedynym, z którym pragnęłabym się podzielić.

Od dzieciństwa panicznie boję się węży i innych pełzających zwierząt. Bardzo lubię podziwiać przyrodę, ale ów strach sprawiał, że bałam się wejść do lasu, czy na łąkę. W czasie rekolekcji, zachęcona opowieściami o pięknie pobliskiej Doliny Miłości, poszłam z mężem na spacer. Gdy jednak weszliśmy na polną drogę, zaczęłam odczuwać typowy dla mnie w tej sytuacji strach. W efekcie musieliśmy zawrócić. Nazajutrz, podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, nasza kolej na niesienie krzyża wypadła dokładnie w tym miejscu, gdzie kończyła się droga asfaltowa i trzeba było zejść na ową nieszczęsną polną drogę. Lecz ku memu zaskoczeniu, wcale się nie bałam... dzień później spacerowałam nawet po polu, wśród łanów pszenicy. Z lekkim strachem, ale wcześniej nie odważyłabym się (korzystając z okazji dziękuję Kasi, Gosi, Piotrowi i Irkowi za zwiększenie poczucia bezpieczeństwa). Efekt przeżytej Drogi Krzyżowej okazuje się trwały, gdyż po powrocie do domu, już kilkakrotnie mąż z synkiem wyprowadzili mnie w różne zarośla.

I wreszcie trzecia sprawa. Nie jest ona związana z żadnym konkretnym wydarzeniem, ale była czymś, co było coraz silniejszą cechą naszych rekolekcji – poczucie wspólnoty. Wydaje się, że wspólna modlitwa i praca zbudowała bliskie więzi między nami. Czuliśmy się jednością.

Monika i Mirosław Habowscy
z Oleśnicy (diecezja wrocławska)

ZDJĘCIA