Zawsze starałam się być blisko Boga , ale w praktyce dnia codziennego różnie mi to wychodziło.
Wydawało mi się jednak, że nie ma takiej rzeczy ,która jest w stanie odłączyć mnie od Boga.
Niestety, okazało się, że łatwo jest kochać Pana, gdy jest się na górze Tabor, łatwo w zachwyceniu
mówić dobrze ,że tu jestem. Trudniej towarzyszyć Chrystusowi na górze Kalwarii. Gdy poznasz
smak prawdziwego , cierpienia, samotności i opuszczenia, bolesnego doświadczenia wtedy
pojawia się bunt, żal, pretensje do Boga i tak trudno wtedy przyjąć ten kielich goryczy. Decyzja
o udziale w rekolekcjach w przypadku mojej rodziny to była próba powierzenia na nowo swej
drogi Panu z pokorą i miłością przez osoby, które boleśnie doświadczyły swojej ograniczoności
,niewystarczalności i słabości. Kiedy po długiej drodze stanęłam w progach domu rekolekcyjnego
w Mrzeżynie nie liczyłam na jakieś wielkie przeżycia, bo wydawało mi się ,że nic już nie jest
w stanie mnie zdziwić, miałam jednak nadzieję ,że rekolekcje pomogą mi na nowo uporządkować
moje życie , odzyskać spokój serca i obudzić uśpioną nadzieję. Pragnęłam doświadczyć wspólnoty,
choć jestem osobą , która dobrze funkcjonuje również w samotności , jednak dziś już wiem, że
wspólnota może naprawdę pomóc w drodze do Boga i wesprzeć twe siły, wtedy gdy jest
szczególnie ciężko. Gdy przyjmowałam Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela podczas pięknej
ceremonii w Kościele nie doznałam żadnych nadzwyczajnych emocji, pomyślałam sobie, że nie
chcę nawet niczego czuć , pragnęłam tylko , aby ten dzień, ta chwila naprawdę mnie odmieniła,
abym odtąd powierzając Bogu wszystko (swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość ) potrafiła
w życiu codziennym realizować jego wolę , nie tylko wtedy gdy jest przyjemnie i dobrze, ale
zwłaszcza wtedy , gdy jest ciężko i nie widać nawet jednego promyka słońca na zachmurzonym
niebie życia. . Trudno wprost opisać wszystkie doświadczenia i przeżycia tych rekolekcji, każdy
dzień dostarczał pod dostatkiem różnych emocji, wzruszeń, a wspólnota ducha , która się
wytworzyła między uczestnikami wzmocniła moją słabą wiarę . Kolejny raz okazało się, że Ten
który przyszedł do uczniów mimo drzwi zamkniętych, potrafi także przyjść do ściśniętych
i zamkniętych cierpieniem serc, jeżeli tylko, choć trochę tego zapragniemy. Wielkie wrażenie
wywarły na mnie genialne w swej prostocie słowa, które usłyszałam na szkole modlitwy; Panie
Boże ty kochasz mnie nie dlatego , że jestem dobra, ale dlatego, że jestem dzieckiem -Twoim
dzieckiem . Gdy na polecenie kapłan powtarzałam w duchu te słowa, to odczułam wielki spokój
i jakieś niewyobrażalne wręcz uniesienie ducha, choć nie jestem osobą skłonną do wzruszeń
i raczej dość ostrożnie podchodzę do tego typu emocji , czułam się wręcz jak ,,wniebowzięta ” po
prostu szczęśliwa, bo do tej pory czułam się tylko zła i niegodna Bożej miłości, gdyż
w chwilach rozpaczy wygadywałam różne złe słowa , nie potrafiłam pogodzić się z wolą Bożą
i złe były moje czyny , a On powiedział do mnie, że jego miłość jest bezwarunkowa i na nią się
nie zasługuje, ona po prostu jest, usłyszałam i zrozumiałam, że Pan Bóg nigdy nie wycofuje
swojej miłości i żebym po prostu się jej poddała i nie blokowała dłużej swego serca. Jestem
również przekonana, że Bóg ma dla każdego z nas wspaniały plan , a kiedy z naszej winy coś go
zakłóci i nie będzie już możliwa jego całkowita realizacja, to Pan Bóg przygotuje nam kolejny ,
równie piękny i wspaniały, przecież dla niego nie ma nic niemożliwego i żadne ludzkie działanie
nie może unicestwić Bożych planów względem nas. Bardzo przeżyłam, też adorację , która
odbywała się w godzinach wieczornych i nocnych. Dla mojej rodziny czas wyznaczony na trwanie
przed Bogiem przypadł w samym środku nocy. Trudno słowami opisać całą atmosferę tego
spotkania; spokój, cisza , migoczące światła świec,a w tym wszystkim ja , mój mąż i Jezus . Tak
rzadko mamy okazję razem być przed Bogiem, zawsze nam tego brakuje, z uwagi na charakter
pracy męża, często nasza modlitwa małżeńska jest bardzo ograniczona a modlitwa rodzinna to po
prostu tylko modlitwa moja z dziećmi. Wpatrywałam się w Pana i zrozumiałam, że w moim
sercu jest wiele niepotrzebnego lęku , obaw i że choć staram się i w życiu codziennym znaleźć dla
Niego czas , to jednak wciąż troszczę się i zabiegam jak ewangeliczna Marta o zbyt wiele, a
przecież tak naprawdę potrzeba tylko jednego - miłości. Nie mówiłam nic , prawie wcale, a
jednak te pół godziny upłynęły mi w mgnieniu oka . Na pożegnanie dotknęłam się monstrancji
jak brzegu sukni Pana i pomyślałam, że zapamiętam te cenne chwile ,gdy po powrocie do domu
wpadnę w wir codziennych spraw i będzie mi trudno znaleźć czas na dłuższą modlitwę, refleksję,
lub gdy znów dopadnie mnie niepokój, to wtedy wrócę pamięcią do tych chwil , by nabrać sił do
dalszego trwania i ciągłego zaczynania od nowa . Proszę Boga tylko o to, by pomógł mi w pełni
Jemu zaufać i obdarzył mnie wytrwałością, której niestety mi brakuje. Mam niewątpliwie wiele
dobrych chęci, ale pod wpływem trudnych doświadczeń łatwo się załamuję i dlatego absolutnie
nie mogę liczyć na własne siły. Stąd aby dobrze świadczyć o Bogu i jego miłości potrzebuję mocy
z wysoka płynącej ze stałego wsłuchiwania się z uwagą w Jego słowa i korzystania z sakramentów.
Rekolekcje dostarczyły nam nie tylko wielkich duchowych przeżyć, ale i dobrego, radosnego
wypoczynku w towarzystwie życzliwych, wesołych i pogodnych osób, wśród których
zdecydowanie wiódł prym ks diakon Maciej. Pomimo rozlicznych zajęć
wypoczęłam jak nigdy dotąd, w planie był przewidziany również czas wolny dla rodziny,
a ponieważ pogoda nam dopisała spędzaliśmy go przeważnie na plaży. Nawet nasza nastoletnia
córka, która dość naburmuszona jechała z nami na rekolekcje, wyjeżdżała stąd ze łzami w oczach
i oznajmiła nam ,że może z nami znowu jechać w przyszłym roku. W ustach humorzastej
nastolatki, jest to najwyższa pochwała. Nie żałuję tego, że podjęłam trud rekolekcji i że
poświęciłam cały swój urlop , by spędzić go we wspólnocie z Bogiem i z ludźmi . Nic nie
straciłam, a zyskałam bardzo wiele. Czasem podczas urlopu spędzanego w poprzednich latach w
sposób tradycyjny - na wczasach kłóciliśmy się z mężem na okrągło , choć jesteśmy dobrym i
zgodnym małżeństwem ,w którym pomimo 16 wspólnie spędzonych lat, jest wciąż miłość ,
oddanie, a nawet o dziwo zakochanie . Na rekolekcjach nie było czasu na nieporozumienia, a te
które się pojawiały, szybko i zupełnie naturalnie były rozwiązywane. Mam nadzieję, że będziemy
potrafili podzielić się bogactwem swych rekolekcyjnych przeżyć z uczestnikami naszego
parafialnego kręgu i tym samym zachęcimy inne małżeństwa i rodziny do udziału w rekolekcjach,
bo dla nas był to naprawdę błogosławiony czas.
http://www.vimeo.com/13621792 (trzeba wpisać hasło: rekolekcje)
Ola i Bohdan
uczestnicy I stopnia w Mrzeżynie.
uczestnicy I stopnia w Mrzeżynie.
| < Poprzedni | Dalej > |
|---|



